sobota, 23 kwietnia 2016

Kamyki w gębie

Tej nocy wpychała sobie całe garście kamyczków do buzi, tych kolorowych - orzechowych, aż trzeszczało jej w uszach, gdy próbowała je wszystkie naraz przegryźć. Smak dzieciństwa miał przywrócić poczucie realności. Słaby pomysł, by przywoływać przeszłość by poczuć teraźniejszość?
Ważne, że na Adelę działał.

Marianne Breaslauer
autoportret
Popiłaby to wszystko tymbarkiem wiśniowym, gdyby tylko miała go pod ręką. Ale nic nie miała pod ręką, a nie chciało jej się ruszyć z miejsca, więc siedziała i napychałaby się dalej, gdyby nie dzwonek telefonu. Automatycznie odebrała, zapominając, że ilość kamyków skutecznie uniemożliwia jej wydobycie jakiegokolwiek dźwięku przypominającego ludzki odgłos.
-Halo? Halo...? ADELA?! - głos w słuchawce wyrażał irytację ale i pewien niepokój.
-Yhmmm?
No właśnie tak by to mogło wyglądać, ale (ale!) Adela z szybkością światła analizowała sytuację, także wcale automatycznie nie odebrała telefonu, tylko go zwyczajnie wyciszyła. A gdy jeszcze spojrzała kto dzwoni, to rzuciła telefon gdzieś w kąt. A dokładnie na łóźko. Za mocny jednak wzięła zamach i usłyszała stuknięcie urządzenia o podłogę. Ale nadal nie chciało jej się ruszyć, nie interesował jej stan telefonu, ale fakt, że paczka kamyczków żałośnie opustoszała. Pacnęła ją ręką i wyczuła jeszcze jeden orzeszek pod palcami. Ostatni. Ostatni i idę spać - postanowiła. Wysupłała go, włożyła do buzi i czekała aż kolorowa skorupka całkiem się rozpuści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz