Co każe ginąć bohaterom Houellebecqa?
![]() |
| Laura Knight - Dark pool |
W powieściach Michela Houellebecqa bohaterowie dość często umierają, a część z nich popełnia samobójstwa. Oprócz marnego końca, wydaje się, że ich egzystencja to codzienna, przewidywalna, urytualniona wegetacja pozbawiona sensu. Poszukują oni jednak doznań, które mogłyby dodać wartości ich życiu lub przynajmniej uczynić je lżejszym. Według Houellebecqa zawsze kończy się to katastrofą. Już po przeczytaniu kilku jego powieści, wiemy, że szczęście bohatera jest pozorne w tym sensie, że zawsze minie, a on sam wpadnie w otchłań. W momencie uczucia radości podczas czytania, jednocześnie przeczuwamy tragedię. W tej zabawie z oczekiwania czytelników, Houellebecq jest bardzo ironiczny i wyciąga na powierzchnię niemożność zaspokojenia się. Emmanuel Levinas w eseju “O uciekaniu” twierdzi, że wszystko zaczyna się od złego samopoczucia, które rodzi potrzebę. Ta potrzeba jest tym nagląca, im większe jest cierpienie odczuwane przez jednostkę. Próbujemy się zaspokoić, szukamy przyjemności, w niej (a może bardziej w rozkoszy) wychodzimy poza siebie. W ekstazie gubimy samych siebie. Po przeżyciu jej czujemy się znowu rozczarowani i pojawia się znowu potrzeba.

Systemowy pomysł ułatwienia ludziom bliskości cielesnej w postaci legalizacji pigułki antykoncepcyjnej w 1967 roku, nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Jest to ważna data w twórczości Houellebecqa. Postaci przez niego kreowane uciekają w seks, co czasem przeradza się w manię jak u Bruna z “Cząstek elementarnych”. Być może to nie mdłości, a właśnie akt seksualny to skonstatowanie swojej obrzydliwej, nieodwołalnej obecności? Istnieje jednak różnica, mdłości wydobywają się samoistnie z nas, są odruchowe, a nie wynikają z potrzeby (chyba, że mówimy o potrzebie oczyszczenia), ale podobnie jak w seksie, ważna jest cielesność i bycie tu-oto. Z nagością (obecnością nas dla nas samych) wiąże się ze wstydem (niezdolnością do zerwania z samym sobą). Bohaterowie Houellebecqa nie czują wstydu z powodu nagości, ciało staje się obce (podobnie jak w przykładzie u Levinasa ciało siłacza czy tancerki podczas pracy), choć w tej swobodzie nie upatrywałabym negowania swojej materialnej postaci. Zaryzykowałabym tezę, że seks wiąże istniejącego z istnieniem, następuje rodzaj pełni i świadomości.
Bohaterzy Houellebecqa myślą o świecie bez nich, po ich śmierci. Michel zdaje sobie sprawę z fenomenu obojętności świata, o którym pisał Leszek Kołakowski. Wie, że zostanie szybko zapomniany, że tak naprawdę nic się nie zmieni. Bohater “Poszerzenia pola walki” cieszy się, że przetrwa jako udokumentowany przypadek medyczny w pracy magisterskiej. Oznacza to być może jakąś wolę bycia w obliczu planowanego nieistnienia. Albo jest to intuicja, że brak jest obecnością albo że nicość nie istnieje. Sam Houellebecq twierdzi, że oprócz chorego na depresję informatyka z “Poszerzenia pola walki”, jego postaci mają wolę życia. Wspomniany informatyk tnie się, na terapii ucieka w abstrakcję, głosi tezy socjologiczne i intelektualizuje, trudno mu skupić się na sobie. I dla Houellebecqa, i dla Levinasa jest to przejawu najgłębszego zagubienia się w świecie, istniejący musi się ciągle konstytuować w świecie, a nie zapominać o sobie. W “Możliwości wyspy” ucieka się we wspólnotę, tam szuka się spełnienia (jak zresztą postulował kontrkulturowy pisarz A. Toffler), a rozmnażanie się sekt jest przedstawione jako fenomen na wskroś nowoczesny. Daniel ucieka również w satyrę i kpinę, przyjmuje brutalność świata i odpowiada na niego jeszcze większą brutalnością, przekształca przemoc w śmiech, odbiera nadzieję i tym się chlubi, i sam uważa, że świat wcale nie jest śmieszny. Neoludzie w tej powieści diagnozują wcześniejszy gatunek jako ten przeniknięty przez śmierć, któremu brak siły, by zakorzenić się w teraźniejszości. Ale czy to prawda? Czy oni nie stawiali w ten sposób oporu? Levinas opisuje uczucie zmęczenia, jako opóźnienie, które konstytuuje teraźniejszość. Przyjmujemy swoje bycie na siebie, męczymy siebie byciem. Można by tedy stwierdzić, że Søren Kierkegaard, pisząc, że przeznaczeniem życia jest być w najwyższym stopniu umęczonym życiu i że jest to egzamin z życia, tego czy się dojrzało do wieczności, opowiada się za włączeniem się w strumień istnienia i jego separacji od istniejącego, bo nie wydaje się, żeby jakkolwiek walczył o swoją podmiotowość czy świadomie brał bycie na siebie. Były to zresztą ostatnie słowa Kierkegaarda przed wylewem. Jednak Levinas inaczej rozumie zmęczenie, jest to wyrok skazujący na teraźniejszość. Bohater “Serotoniny” czuje nieuchronność i grozę bycia po wypowiedzeniu słów: przepraszam za zamieszanie i stwierdza, że jego życie będzie się od tego momentu sprowadzać właśnie do przeprosin za zamieszanie.
Męczy się samym swoim byciem. Rozumie jeszcze, że - jak pisze Levinas - świat jest stabilny dzięki formom i przedmiotom, które określa własna skończoność. Już nie chce wyposażać swojej kawalerki w meble i akcesoria, które będą przypominać mu o życiu społecznym, skazuje się tym samym na zagładę.Houellebecq w “Serotoninie” porównuje ludzi udzielających rad (również tych, które o te rady nie zostali poproszeni) do chóru greckiego, który jest tylko świadkiem i potwierdza, że bohater wkroczył na drogę destrukcji i chaosu. O chórze w dramacie greckim, który nadaje wymiar wieczności zdarzeniom oraz pełni funkcję łagodzącą pisze Henryk Elzenberg w “Kłopocie z istnieniem”. Mając chór, mogli sobie Grecy w dramacie pozwalać na wszelkie okropności; my natomiast, bez chóru, nie powinniśmy w tym iść za daleko - pisze Elzenberg. Przypuszczenie, że czytelnik jest tym świadkiem i komentatorem prowadzi do wniosku, który tkwił niewypowiedziany do tej pory w mojej głowie. Wydaje się, że bohaterowie Houellebecqa oddają życie za czytelników, żeby ci już nie musieli tego robić. Bardzo dobrze obrazuje to postać Chrystusa oddającego życie za ludzi przywołana w ostatnim akapicie “Serotoniny”. Oswajamy śmierć podobnie jak w eksperymencie S. Levine’a opisanym w książce “Gdybyś miał przed sobą rok życia”, a równocześnie mocno wybrzmiewa nieusuwalność istnienia - postaci fikcyjne zapuszczają korzenie w głowach i wyobraźni czytelników.
![]() |
| Witkacy-portret Elzenberga |
i istniejącego, co zresztą dobrze ujmuje Elzenberg, który mimo istniejącego “ja”, własnego istnienia nie odnajduje: Jak myślę, to nie istnieję, nie mam świadomości siebie; istnieje tylko to o czym myślę. Świadomość zaś zyskuje człowiek najbardziej przez cierpienie, choćby zwyczajny fizyczny ból; jak mnie ząb boli, to wiem, że jestem. To wszystko bynajmniej nie przemawia za pilnym wyszukiwaniem i pielęgnowaniem swego j a. Nie mówiąc już o cierpieniu, można powiedzieć, że człowiek przyznający największe znaczenie swej jaźni szuka czegoś czego znaleźć w ogóle nie można, i gubi się w próżni gorszej niż ten, który szuka Boga, albo innych absolutów poza sobą. Można tu polemizować czy adekwatnie odczytuję “ja” nie jako istniejącego, ale jako istnienie w znaczeniu Levinasa. Czyli parafrazując: to wszystko nie przemawia za pilnym wyszukiwaniem i pielęgnowaniem swego istnienia, a tożsamość nigdy nie jest ustalona raz na zawsze i nie polega na szukaniu jedynej prawdy o nas samych. Houellebecq uważa, że usytuowanie człowieka w dramacie od czasów tragedii antycznej nie zmieniło się, a według Levinasa jej fatalizm tragedii polega na fatalizmie nieusuwalnego istnienia, które na przykład u Shakespeare'a objawiają się poprzez upiory, widma czy czarownice. Houellebecqa dziwi pytanie czemu ludzie w jego książkach umierają, zastanawia się czy osoba pytająca zauważyła, że ludzie w życiu także umierają. I choć temat funkcji ironii i śmiechu również zasługuje na oddzielną pracę to wydaję mi się, że ta wypowiedź bardzo pasuje do teorii oswajania śmierci przez francuskiego pisarza.
![]() |
| Paul Delvaux - Landscape wiht Lanterns |
Powieści M. Houellebecqa z jednej strony przytłaczały mnie, z każdą kolejną przyzwyczajałam się już, że moje rozbudzone przez samego autora nadzieje na trwałość szczęścia bohatera nie zostaną zaspokojone. Podskórnie jednak czułam, że nie są to tylko katastroficzne wizje i dłubanie w egzystencjach pełnych rozpaczy, których nieuchronny koniec z rąk własnych jest jasny. Houellebecq dobrze oddaje przeciwstawianie się anonimowemu byciu bohaterów poprzez ich kontakt z bardzo precyzyjnie wypełnionym światem produktami konkretnych marek. Stwarzają oni siebie za ich pomocą. Utowarowienie seksu tylko jako kolejny etap przemian i skutek rewolucji obyczajowej to spłycenie. Znalazł się on w polu ekonomicznym być może wyraźniej niż w czasach bez pigułki antykoncepcyjnej, ale nadal może pełnić funkcję spoiwa między istniejącym a istnieniem. To nie przypadek, że psychiatra daje bohaterowi “Serotoniny” kontakt do prostytutek. Levinas polemizuje z Heideggerem, który rozdzielił byt i bycie, ale “się” uznał za rodzaj życia nieautentycznego. Inaczej jest u Levinasa, subiektywizacja jest procesem na poziomie świadomości i buntem wobec strumienia il y a: Nasze istnienie w świecie wypełnionym pragnieniami i codzienną krzątaniną nie jest więc żadnym gigantycznym oszustwem, upadkiem w nieautentyczność, wymigiwaniem się naszemu najgłębszemu przeznaczeniu. Jest jedynie rozwinięciem tego oporu wobec anonimowego i nieuchronnego bycia, rozwinięciem, za sprawą którego istnienie staje się świadomością, to znaczy relacją tego, kto istnieje z istnieniem, poprzez światło, które tyleż wypełnia dystans, co go utrzymuje.
![]() |
| Friedrich Frotzel - The Old Bookcase |





Świetnie napisane,mądre,przenikliwie!
OdpowiedzUsuń